Wywiady

3 Szoty z Markiem Boszko-Rudnickim

…Zdradzę, że książka, jej pierwowzór, powstał w 1980 roku, w Berlinie. Nadałem jej wówczas roboczy tytuł „Zielona śmierć”. Przeleżała w szufladzie niemal pół wieku. Istniejące wówczas w Szczecinie wydawnictwo nie chciało jej wydać, a redaktor naczelny stwierdził delikatnie, że jest zbyt kontrowersyjna. Gdy w okresie pandemii przyszła mi chęć ponownego jej napisania, ale ze zmienionymi realiami, powstała ponownie, na nowo stworzona w kontekście Covida-19. Stąd być może przewaga napięcia budowanego bardziej atmosferą niż zwrotami akcji…

Czyt-NIK: Skąd wziął się pomysł na historię „Shang. Kolce róży” – czy narodził się z obserwacji rzeczywistości, czy raczej z literackiej wyobraźni?

Marek Boszko-Rudnicki: Pisarz powinien być specyficzną membraną nie tylko aktualnej polityki i zdarzeń, ale również odległej historii i nastrojów społeczeństwa. Szczególnie w okresach trudnych, jeśli chodzi o zrozumienie tego, co się dzieje wokół. A takim okresem była pandemia. I docierające do nas do Europy opinie części amerykańskich naukowców, którzy podważali przymus „szczepionkowy” bez głębszej analizy struktury tego zjawiska epidemiologicznego. Przypomnę, że już po wydaniu książki wyszły na jaw niejasności polityczne, w tym dotyczące negocjacji kontraktów na zakup szczepionek przez Komisję Europejską z firmą farmaceutyczną Pfizer. I późniejsze, bulwersujące pretensje do Polski, że nie kupiła tylu, ile zamówiła UE bez konsultacji z nami etc. Temat rzeka i pewnie pojawi się jeszcze w wielu książkach. Osobnym wątkiem jest to, co pamiętam do dziś z okresu kontaktów polsko – niemieckich po zmianie ustroju i co aż prosiło się, aby gdzieś w fabule zaistniało. Wówczas wielu polityków, w tym Tadeusz Mazowiecki, podchodzili z dużą nieufnością do kanclerza Helmuta Kohla. To on kwestię uznania naszej zachodniej granicy warunkował zrzeczeniem się przez Polskę roszczeń reparacyjnych za szkody poniesione w czasie II wojny światowej. Temat ciągle aktualny i nie wiadomo, co jeszcze zostanie ujawnione po latach. Może czekają na ujawnienie zamrożone w tajnych archiwach. To wszystko i wiele więcej (chociażby ostatnie ujawnienie w internecie przez Amerykańskie Archiwum Narodowe zdigitalizowanej kartoteki członków nazistowskiej partii NSDAP) jest powiązane niewidocznymi nićmi, które ukształtowały fabułę powieści, choć nawet w książce, fikcji literackiej, do końca nie mogły być powiedziane. Zabrnęliśmy w zbyt poważne tematy, dajmy temu spokój.

Czyt-NIK: W książce „Shang. Kolce róży” napięcie budowane jest bardziej atmosferą niż spektakularnymi zwrotami akcji – czy to był świadomy zabieg od początku?

Marek Boszko-Rudnicki: Zdradzę, że książka, jej pierwowzór, powstał w 1980 roku, w Berlinie. Nadałem jej wówczas roboczy tytuł „Zielona śmierć”. Przeleżała w szufladzie niemal pół wieku. Istniejące wówczas w Szczecinie wydawnictwo nie chciało jej wydać, a redaktor naczelny stwierdził delikatnie, że jest zbyt kontrowersyjna. Gdy w okresie pandemii przyszła mi chęć ponownego jej napisania, ale ze zmienionymi realiami, powstała ponownie, na nowo stworzona w kontekście Covida-19. Stąd być może przewaga napięcia budowanego bardziej atmosferą niż zwrotami akcji. De facto, jeden z recenzentów innej mojej powieści, „Remedium 111” długo pastwił się nade mną za zbyt wiele zwrotów akcji. I dowodził, że czytelnik gubi się, a przez to fabuła staje się – jak to ujął – „zbyt amerykańska”. Jak mawiali Rzymianie: De gustibus non est disputandum.

Czyt-NIK: Czy inspiracją były konkretne wydarzenia lub doniesienia medialne związane z wirusami i badaniami laboratoryjnymi?

Marek Boszko-Rudnicki: Czy inspiracją były konkretne wydarzenia?… Fabuła jest rodem z dystopii, nie wszystko jest oparte na doniesieniach medialnych, ale wiele faktów nie wprost, ale delikatnie do nich nawiązuje. Nie tylko w kwestii Covida-19, ale również niejasnych kontaktów Niemców z rządami państw „pozaeuropejskimi” i co dziś jest na medialnej tapecie, negatywnym stosunkiem do USA i „wypychaniem” Stanów Zjednoczonych z Europy. Nie wiem jak, ale udało mi się to wcześniej przewidzieć. Żeby nie było, to nie są moje tylko wymyślenia. Rozmawiałem z wieloma Polakami, od dawna mieszkającymi w Niemczech. Twierdzą wprost, jak jest, jak było i w jakim kierunku ich nowa ojczyzna zmierza. Książka nie jest krytyką Niemiec, a pewnych tendencji, które również w Niemczech nie spotykają się z aplauzem, choć w Polsce to nie wybrzmiewa. Z założenia fabuła łączy elementy patriotic fiction, thrillera, political fiction i z pewnością łączący realizm zbliżony do świata rzeczywistego. Czy mi się to udało?, to już osądzą Czytelnicy.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…