Kosmiczne absurdy, które zostają w głowie na zawsze
Doceniam kreatywność Stanisława Lema poprzez umieszczenie tej książki na półce NIK — Najlepszych Interesujących Książek. To wyróżnienie dla historii, które naprawdę coś wnoszą. A „Dzienniki gwiazdowe II” wnoszą bardzo dużo — rozrywkę, refleksję i coś jeszcze wyjątkowego: poczucie, że obcujesz z literaturą, która ma znaczenie.
Kolejne spotkanie z twórczością Stanisława Lema to jak wejście do dobrze znanego, a jednocześnie zupełnie nieprzewidywalnego labiryntu. Niby wiesz, że za rogiem czeka coś niezwykłego, ale i tak dajesz się zaskoczyć. „Dzienniki gwiazdowe II” to dokładnie taka literacka przygoda — pełna inteligentnego humoru, błyskotliwych obserwacji i kosmicznych historii, które więcej mówią o nas niż o gwiazdach.
Ijon Tichy wraca. Ten niepoprawny podróżnik, trochę filozof, trochę gawędziarz, a trochę… pechowiec, znów zabiera nas w podróż przez galaktyki, które rządzą się własnymi, często absurdalnymi prawami. I choć brzmi to jak klasyczna science fiction, Stanisław Lem robi coś więcej. On nie opowiada o kosmosie — on używa kosmosu, żeby opowiedzieć o człowieku. O jego słabościach, przyzwyczajeniach, głupocie, ale też o jego nieustającej potrzebie zadawania pytań.
To, co uderza już od pierwszych stron, to niesamowita kreatywność autora w konstruowaniu historii. Każde opowiadanie to osobny świat, osobna koncepcja i osobny pomysł, który mógłby spokojnie być rozwinięty w pełnoprawną powieść. A jednak Mistrz wybiera formę krótszą — bardziej zwartą, bardziej skoncentrowaną — i dzięki temu trafia w punkt z chirurgiczną precyzją. Nie ma tu miejsca na zbędne dygresje. Każda scena, każdy dialog, każdy absurd ma swoje znaczenie.
Stanisław Lem bawi się formą, konwencją i językiem, tworząc historię, która z jednej strony rozśmiesza, a z drugiej zostawia czytelnika z lekkim niepokojem. Bo nagle okazuje się, że to, co wydaje się groteskowe, jest tylko przerysowanym odbiciem naszej rzeczywistości. I to właśnie jest największą siłą tej książki — ten balans między humorem a refleksją.
Co ważne Stanisław Lem nie moralizuje, nie narzuca interpretacji. On raczej podrzuca pomysły, zostawia tropy i pozwala czytelnikowi samemu dojść do wniosków. To moje kolejne spotkanie z twórczością pisarza, które pozostanie w czytelniczej pamięci już na zawsze. I nie ma w tym ani krzty przesady. Bo „Dzienniki gwiazdowe II” to nie jest książka, którą się tylko czyta. To książka, do której się wraca — myślami, skojarzeniami, czasem nawet konkretnymi scenami.
Nie sposób też nie docenić stylu Lema. Jego język jest jednocześnie lekki i wymagający. Potrafi być zabawny, ironiczny, a za chwilę niezwykle precyzyjny i niemal naukowy. To mieszanka, która w rękach mniej utalentowanego autora mogłaby się rozpaść, ale tutaj działa perfekcyjnie. Narracja płynie naturalnie, nawet wtedy, gdy opisywane wydarzenia są kompletnie oderwane od rzeczywistości.
Sposób budowania historii również zasługuje na uznanie. Stanisław Lem nie prowadzi czytelnika za rękę. On raczej rzuca go w środek wydarzeń. I to jest świetne. Bo dzięki temu czujesz się częścią tej podróży. Jesteś jej uczestnikiem.
Ciekawym aspektem tej książki jest też jej rozpiętość czasowa. Opowiadania powstawały na przestrzeni trzydziestu lat i to widać. Nie w sensie jakości — ta jest niezmiennie wysoka — ale w ewolucji myślenia autora. Widać, jak zmieniają się akcenty, jak różne tematy zaczynają go interesować. To trochę jak rozmowa z kimś, kto przez lata dojrzewał, ale nigdy nie stracił swojej ciekawości świata.
Niektóre teksty są bardziej humorystyczne, inne bardziej refleksyjne, ale wszystkie mają w sobie coś, co przyciąga. To może być pomysł, konstrukcja świata, dialog, a czasem po prostu jedno zdanie, które trafia w punkt. Lem ma niesamowitą zdolność kondensowania myśli — potrafi w kilku słowach zawrzeć coś, nad czym inni rozwodziliby się przez całe rozdziały.
Nie można też zapomnieć o tym, jak bardzo aktualne są te opowiadania. Choć powstawały dekady temu, wiele z poruszanych w nich tematów brzmi dziś zaskakująco współcześnie. Technologia, społeczeństwo, władza, manipulacja — wszystko to znajdziemy w „Dziennikach gwiazdowych II”, tylko podane w sposób, który nie starzeje się ani trochę.
Ijon Tichy jako bohater to osobny temat. Jest jednocześnie przewodnikiem i uczestnikiem wydarzeń, kimś, kto doświadcza tych wszystkich absurdów na własnej skórze. Jego sposób narracji — pełen dystansu, ironii i lekkiego zagubienia — sprawia, że łatwo się z nim utożsamić. Bo choć podróżuje po kosmosie, jego reakcje są bardzo… ludzkie.
Doceniam kreatywność Stanisława Lema poprzez umieszczenie tej książki na półce NIK — Najlepszych Interesujących Książek. To wyróżnienie dla historii, które naprawdę coś wnoszą. A „Dzienniki gwiazdowe II” wnoszą bardzo dużo — rozrywkę, refleksję i coś jeszcze wyjątkowego: poczucie, że obcujesz z literaturą, która ma znaczenie. Bo to nie jest tylko zbiór opowiadań science fiction. To jest literacka podróż w odległe światy naszej wyobraźni, która zaczyna się gdzieś między gwiazdami, ale kończy bardzo blisko — w nas samych. I właśnie dlatego warto po nią sięgnąć. Nie dla samej fabuły, nie dla kosmicznych przygód, ale dla tego, co zostaje po przeczytaniu. A zostaje naprawdę sporo.
Książka pt. „Dzienniki gwiazdowe II” ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego