3 Szoty z M.M.Perr
…Świadomie unikam moralizowania. Nie stawiam siebie w roli autorki, która dostarcza gotowe odpowiedzi, lecz raczej kogoś, kto zadaje niewygodne pytania. Zależy mi na tym, by czytelnik mógł śledzić wartką historię, a jednocześnie zostać z niepokojem i wątpliwościami…
Czyt-NIK: Relacja Roberta Lwa z córką Basią jest jednym z najmocniejszych emocjonalnie elementów książki pt. „Godziny gniewu”. Co było dla Pani najważniejsze w kreowaniu tego trudnego, pełnego bólu i niepewności wątku – realizm psychologiczny, dramatyzm czy może warstwa etyczna?
M.M.Perr: Najważniejszy był dla mnie realizm psychologiczny i prawdziwość tej relacji. W relacjach rodzic–dziecko, zwłaszcza obciążonych poczuciem winy, bardzo łatwo dochodzi do zatarcia granic i odejścia od własnych zasad. Wielu z nas zna rodzica, który nie potrafi postawić dziecku granic, choć doskonale rozumie, że powinien — i żadne rady nic tu nie zmieniają. Tym, co naprawdę go blokuje, jest właśnie poczucie winy, często silniejsze niż etyka czy deklarowane wartości.
Chciałam pokazać, że w sytuacjach granicznych rodzice zachowują się wobec własnych dzieci inaczej, niż sami by tego od siebie oczekiwali. W przypadku Roberta Lwa ten rozdźwięk między rolą policjanta a rolą ojca jest kluczowy dla całej historii.
Czyt-NIK: W „Godzinach gniewu” pojawia się wątek wspólnoty religijnej, która silnie wpływa na bohaterkę. Skąd czerpała Pani inspiracje do skonstruowania tego środowiska i jaką rolę – poza fabularną – miał pełnić ten motyw w historii?
M.M.Perr: Punktem wyjścia były dla mnie książki i reportaże poświęcone sektom, mechanizmom manipulacji oraz relacje osób, które przez takie wspólnoty przeszły i zdołały z nich odejść. Choć w historii istniało wiele bardzo różnych sekt, schemat działania — a zwłaszcza rola i sposób funkcjonowania lidera — pozostaje zaskakująco podobny. Żeby wiarygodnie ten mechanizm pokazać, musiałam go najpierw dobrze poznać i zrozumieć.
Poza funkcją fabularną ten motyw miał pełnić także rolę ostrzegawczą. Zwłaszcza dziś, by trafić do grupy, która silnie wpływa na nasz światopogląd — albo na światopogląd naszych dzieci — wcale nie trzeba fizycznie wychodzić z domu. Proces manipulacji może rozpocząć się za pośrednictwem telefonu komórkowego, w ciszy własnego pokoju, siedząc w łóżku. Chciałam zwrócić uwagę na to, jak niepozorne i stopniowe bywają takie mechanizmy i jak łatwo je przeoczyć, zanim przejmą realny wpływ na decyzje i życie bohaterów.
Czyt-NIK: Siodma część z podkomisarzem Robertem Lwem to połączenie kryminału, thrillera i filozoficznej refleksji. Jak udaje się Pani zachować równowagę między wartką akcją a dylematami moralnymi, które zawarte są na kartach książki pt. „Godziny gniewu”?
M.M.Perr: Staram się nie traktować akcji i refleksji moralnej jako dwóch oddzielnych porządków. W „Godzinach gniewu” dylematy nie są dodatkiem do fabuły, tylko jej konsekwencją — wynikają bezpośrednio z decyzji podejmowanych przez bohaterów pod presją czasu i emocji. Im szybsza i bardziej napięta akcja, tym mniej miejsca na komfortowe, „czyste” wybory.
Świadomie unikam moralizowania. Nie stawiam siebie w roli autorki, która dostarcza gotowe odpowiedzi, lecz raczej kogoś, kto zadaje niewygodne pytania. Zależy mi na tym, by czytelnik mógł śledzić wartką historię, a jednocześnie zostać z niepokojem i wątpliwościami — i sam zdecydować, gdzie przebiega granica odpowiedzialności.
