3 Szoty z Pawłem Skuteckim
Dokumenty ogólnodostępne, wspomnienia, relacje świadków, kronika getta, gazety itp, nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak nieliczne dokumenty pisane ręką Izaaka Cederbauma, a właściwie już wówczas: Ignacego Cedrowskiego. Składając do Urzędu Bezpieczeństwa ankietę osobową, opisał beznamiętnie całe swoje życie. A mimo tego pozornego dystansu, czytelnikiem wstrząsa suchy zapis, że podczas wojny stracił wszystkich, absolutnie wszystkich bliskich.
Czyt-NIK: Podczas lektury książki „Izaak. Ofiara i kat” zadajemy sobie pytania o granice sprawiedliwości i zemsty. Jakie było dla Pana najtrudniejsze moralnie zagadnienie podczas pracy nad historią Izaaka Cederbauma?
Paweł Skutecki: Życie doktora Cederbauma było pełne moralnych mielizn i dylematów. Narracja pierwszoosobowa jest o tyle trudna, że zarówno autor, jak i czytelnik, muszą zmierzyć się ze światem przedstawionym na głębszym poziomie. Nie było mi łatwo już na samym początku tej historii, kiedy mały Icek w Piotrkowie Trybunalskim doznaje pierwszych nieprzyjemności na tle antysemickim, rasistowskim z rąk polskich sąsiadów. To było dla mnie trudne, nieprzyjemne, budziło sprzeciw, ale przecież tak właśnie wyglądał ówczesny świat z perspektywy żydowskiego dziecka. A potem okupacja, getto i wielka szpera, kiedy Niemcy zażądali wydania wszystkich starców i dzieci. Musiałem, jako narrator, oddać swojego syna na pewną śmierć lub odebrać jemu, żonie i sobie samemu życie. Co bym zrobił na jego miejscu? Co wybrał Izaak? Wiemy. Ale jakim kosztem?
Czyt-NIK: „Izaak. Ofiara i kat” opiera się na licznych dokumentach. Czy podczas researchu natrafił Pan na materiały, które szczególnie wpłynęły na ostateczny kształt narracji lub zmieniły Pana spojrzenie na tę historię?
Paweł Skutecki: Dokumenty ogólnodostępne, wspomnienia, relacje świadków, kronika getta, gazety itp, nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak nieliczne dokumenty pisane ręką Izaaka Cederbauma, a właściwie już wówczas: Ignacego Cedrowskiego. Składając do Urzędu Bezpieczeństwa ankietę osobową, opisał beznamiętnie całe swoje życie. A mimo tego pozornego dystansu, czytelnikiem wstrząsa suchy zapis, że podczas wojny stracił wszystkich, absolutnie wszystkich bliskich. Widzimy człowieka, który został sam. Spróbujmy sobie wyobrazić, co musiało się dziać pod tą skorupą…
Czyt-NIK: Narracja pierwszoosobowa zastosowana w książce „Izaak. Ofiara i kat” nadaje historii wyjątkowej intensywności. Co sprawiło, że zdecydował się Pan oddać głos Izaakowi, zamiast opisać wydarzenia z własnej perspektywy?
Paweł Skutecki: Kiedy poznałem zarys biografii doktora Cederbauma, byłem pewny, że chcę ją opowiedzieć. To był moment, kiedy trzeba było podjąć dwie decyzje: dotyczącą narratora i szerzej, konwencji gatunkowej. W obu przypadkach zaryzykowałem. Postanowiłem bowiem, że nie będę szukał suspensu, zaskoczenia, nie będę czytelnika trzymał w napięciu i opowiem całą historię już w tytule. „Izaak. Ofiara i kat” – to przecież fabularnie streszcza całą powieść. Jest to dzisiaj bardzo niepopularny zabieg, pisarze chcą czytelnika zaskakiwać, bo nie wierzą, że ktoś chciałby przeczytać powieść z innego powodu niż ciekawość fabularna. Uważałem, że będzie inaczej: że znajdą się czytelnicy, którzy nie chcą ścigać się z pisarzem na pomysłowość i przenikliwość, tylko oddadzą się smakowaniu głębszych treści, tych, które leżą tuż pod warstwą fabularną. A narracja pierwszoosobowa była drugim ryzykiem, bo bardzo wiele osób z mojego otoczenia nie lubi tego rodzaju powieści. Czytelnicy są dzisiaj przyzwyczajeni do narracji trzecioosobowej, w takiej czują się lepiej, bezpieczniej. Tymczasem ja zapraszam ich do piekła, które muszą zobaczyć oczami Żyda. Tu już nie da się schować za narratorem stojącym z boku, trzeba spojrzeć w oczy samemu diabłu. I z tego co słyszę, ten zabieg się udał! Czytelnicy piszą do mnie, komentują na portalach i w mediach społecznościowych, że jeszcze długo po odłożeniu książki żyją emocjami Izaaka.