3 Szoty z Ałbeną Grabowską
…Dziękuję bardzo za tak miłe słowa — to ogromna radość i satysfakcja, kiedy czytelnik odbiera książkę w taki sposób. Rzeczywiście, „Dzieci we mgle. Sprawa ginekologa” to historia, którą sama chętnie zobaczyłabym na ekranie. Wybór aktorów do ról Stawickiego i Kwiatkowskiej to dla mnie temat niezwykle ciekawy — i trudny zarazem, bo między nimi musi być chemia, prawdziwa energia, która nie da się zagrać na siłę. Zastanawiam się, czy postawić na znane nazwiska, czy raczej dać szansę młodym, mniej rozpoznawalnym aktorom — przynajmniej w przypadku Mai…
Czyt-NIK: Powieść historyczna, obyczajowa i kryminał to Pani domena. Proszę zdradzić, w jakim gatunku czuje się Pani najlepiej i który z nich jest najbardziej wymagającym podczas pisania książek?
Ałbena Grabowska: Każdy z tych gatunków jest mi bliski i w każdym czuję się dobrze, choć z zupełnie innych powodów. Dla mnie gatunek literacki to jedynie narzędzie — forma, przez którą mogę opowiedzieć historię, jaka domaga się opowiedzenia. Czasem jest to powieść historyczna, kiedy sednem staje się przeszłość i jej wpływ na współczesność. Innym razem — obyczajowa, gdy chcę skupić się na emocjach, relacjach i codziennych dylematach ludzi. A bywa też, że to właśnie kryminał najlepiej pozwala uchwycić napięcie, tajemnicę i moralne niejednoznaczności.
Każdy z tych gatunków jest wymagający na swój sposób. W powieści historycznej ogromną rolę odgrywa research — godziny spędzone na studiowaniu źródeł, dokumentów, wspomnień. Trzeba zrozumieć epokę nie tylko faktograficznie, ale i mentalnie: jak myśleli ludzie tamtych czasów, jak mówili, co uważali za ważne.
W kryminale natomiast największym wyzwaniem jest konstrukcja — precyzyjna jak mechanizm zegarka. Tu nie ma miejsca na przypadek. Trzeba stale wracać, poprawiać, sprawdzać logikę i spójność, dbać, by każdy szczegół miał znaczenie. To gatunek, który wymaga cierpliwości i dyscypliny, ale daje też ogromną satysfakcję, gdy wszystkie elementy w końcu zaskoczą na swoje miejsce.
Czyt-NIK: Kryminałem „Dzieci we mgle. Sprawa ginekologa” ponownie dowiodła Pani, że pisanie książek jest sztuką. Kunszt, z jakim tworzy Pani historie, jest wyrazem mistrzostwa. Kryminał, który trafia do naszych rąk, to doskonały materiał na adaptację filmową. Których autorów widziałaby Pani w roli Stawickiego i Kwiatkowskiej?
Ałbena Grabowska: Dziękuję bardzo za tak miłe słowa — to ogromna radość i satysfakcja, kiedy czytelnik odbiera książkę w taki sposób. Rzeczywiście, „Dzieci we mgle. Sprawa ginekologa” to historia, którą sama chętnie zobaczyłabym na ekranie. Wybór aktorów do ról Stawickiego i Kwiatkowskiej to dla mnie temat niezwykle ciekawy — i trudny zarazem, bo między nimi musi być chemia, prawdziwa energia, która nie da się zagrać na siłę. Zastanawiam się, czy postawić na znane nazwiska, czy raczej dać szansę młodym, mniej rozpoznawalnym aktorom — przynajmniej w przypadku Mai. A może właśnie ktoś nieoczywisty sprawdziłby się najlepiej?
Sandra Drzymalska przychodzi mi tu na myśl — jest teraz bardzo popularna, a jej kreacje w „Stuleciu Winnych” czy w filmach młodego pokolenia pokazały, że potrafi być subtelna, ale też mocna i wyrazista. Nie widziałam jej jeszcze w roli policjantki, ale kto wie — może właśnie dlatego byłoby to ciekawe, świeże i nieprzewidywalne wcielenie.
Maja Kwiatkowska ma w sobie ogromny potencjał psychologiczny. Widzę ją jako kobietę skupioną, trochę wycofaną, ale z wewnętrznym ogniem, który ujawnia się dopiero w odpowiednich momentach. Z jednej strony profesjonalna, z drugiej — bardzo kobieca, choć nie w oczywisty sposób. Mam tu dwa typy: Emma Giegżno i Magdalena Koleśnik.
Jeśli chodzi o Stawickiego — przyznam, że chciałabym mieć wpływ na ten wybór. To postać wymagająca, bo łączy w sobie intelekt i emocje. Musi być męski, przystojny, a przy tym niezwykle skromny, zupełnie nieświadomy tego, jak działa na kobiety. To fachowiec, który nie potrzebuje udowadniać swojej wartości, bo ona po prostu w nim jest. Aktor, który to zagra, musi mieć w sobie tę prawdę i naturalność — bez pozy, bez przerysowania. Myślę, że idealnym kandydatem do roli Stawickiego mógłby być Mateusz Janicki. Ma około czterdziestki, jest przystojny w bardzo naturalny, nieprzerysowany sposób — ma w sobie coś z inteligentnego, spokojnego mężczyzny, który nie musi niczego udowadniać. Potrafi zagrać emocje subtelnie, bez zbędnego patosu, a jednocześnie ma w sobie charyzmę, którą kamera lubi.
Myślę, że byłaby to sama przyjemność – casting do tych ról.
Czyt-NIK: „Nóż w serce. Sprawa chirurga” to część pierwsza ze Stawickim i Kwiatkowską. „Dzieci we mgle. Sprawa ginekologa” to część druga. Proszę zdradzić, kiedy pojawią się kolejne?
Ałbena Grabowska: Kolejna część będzie nosiła tytuł „Wyspy pamięci. Sprawa neurologa”. Tym razem fabuła sięga głębiej w tajemnice ludzkiego umysłu — w to, jak działa pamięć, jak nas chroni, ale też jak potrafi nas zdradzić. To opowieść o pamięci nie tylko w sensie biologicznym, lecz również moralnym — o tym, co wybieramy, by zapomnieć, a co wraca do nas mimo woli.
Dopiero zaczęłam pracę nad tą historią, więc wszystko jeszcze się formuje, ale już wiem, że powrócą Stawicki i Kwiatkowska. Ich relacja będzie dojrzewać — z jednej strony coraz więcej między nimi zaufania i wzajemnego zrozumienia, z drugiej pojawią się pytania o granice lojalności i odpowiedzialności za drugiego człowieka.
„Wyspy pamięci” to też opowieść o cienkiej granicy między nauką a sumieniem, między leczeniem a manipulacją ludzkim mózgiem. Chciałabym, żeby ta część miała nieco bardziej refleksyjny ton — z tajemnicą i śledztwem oczywiście, ale też z silnym wątkiem psychologicznym i egzystencjalnym. To będzie podróż w głąb ludzkiej świadomości — tam, gdzie prawda i złudzenie często wyglądają tak samo.