3 Szoty z Robertem Grotem
…„Piekielne natchnienie” to dopiero początek trylogii. Obecnie pracuję nad drugą częścią, której akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości – około pięćdziesiąt lat później. Pojawią się nowi bohaterowie, ale nie zabraknie też nawiązań do wydarzeń i postaci z pierwszego tomu. Druga część nie będzie dodatkiem, ale naturalnym rozwinięciem i dopełnieniem historii…
Czyt-NIK: „Piekielne natchnienie” to nie tylko solidna dawka mocnych wrażeń. To nie tylko fantastyczny thriller zasysający naszą ciekawość. To historia człowieka, niedocenionego pisarza, który będąc w niemocy twórczej, ucieka się do paktu z diabłem. Proszę zdradzić, co pchnęło Pana do napisania tak wciągającej historii?
Robert Grot: Od zawsze wiedziałem, że kiedyś będę chciał napisać książkę. Zanim pojawiło się „Piekielne natchnienie”, tworzyłem krótkie formy – opowiadania balansujące między grozą, science fiction i groteską. Ale czułem, że nadchodzi moment na coś większego. I w pewnym momencie po prostu usiadłem i zacząłem pisać. Historia dojrzewała we mnie od dawna, czekała tylko na właściwy moment, by się ujawnić. Ten przyszedł, gdy skończyłem lekturę pewnej powieści SF – po niej pomyślałem: „A może potrafiłbym napisać coś mocniejszego?”. Czy tak wyszło – ocenią czytelnicy. Motyw pisarza był dla mnie naturalnym wyborem. Chciałem pokazać twórcę, którego wyobraźnia zaczyna zakrzywiać rzeczywistość, w której żyje. Zawsze fascynował mnie sam proces kreacji – czy to w literaturze, muzyce, czy malarstwie. Pomyślałem: co by było, gdyby myśli autora zaczęły wykraczać poza granice fikcji i zaczęły ingerować w prawdziwy świat?
Czyt-NIK: Mroczna atmosfera wyzierająca się z kart Pana debiutanckiej książki. Historia, która niczym rdza wżera się do naszej psychiki. Bohater, który już na zawsze pozostaje w naszej pamięci. To tylko ułamek tego, co czeka czytelnika, gdy otworzy się na lekturę książki „Piekielne natchnienie”. Co jeszcze zyskuje się, sięgając po Pana debiut?
Robert Grot: Jednym z najważniejszych wątków jest przemiana głównego bohatera – od początkowej bezradności, przez zachłyśnięcie się sukcesem, aż po odwrócenie się od innych w przekonaniu o własnej wielkości. To powieść o cenie marzeń i konsekwencjach, jakie niesie bezrefleksyjne dążenie do celu. Czy warto osiągnąć sukces za wszelką cenę, nawet jeśli wiąże się to z utratą samego siebie? W książce zaszyłem też kilka osobistych wątków, czytelnych jedynie dla osób, które naprawdę dobrze mnie znają. Ważną „postacią” jest też Warszawa – moje ukochane miasto, które starałem się oddać możliwie wiernie, zarówno pod względem topografii, jak i historii. Chciałem, by miasto w mojej książce było czymś więcej niż tylko tłem.
Czyt-NIK: „Piekielne natchnienie” to Pana debiut literacki. Proszę zdradzić, kiedy pojawi się kolejna książka i czy będzie ona również solidną dawką mocnych wrażeń?
Robert Grot: „Piekielne natchnienie” to dopiero początek trylogii. Obecnie pracuję nad drugą częścią, której akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości – około pięćdziesiąt lat później. Pojawią się nowi bohaterowie, ale nie zabraknie też nawiązań do wydarzeń i postaci z pierwszego tomu. Druga część nie będzie dodatkiem, ale naturalnym rozwinięciem i dopełnieniem historii. Można wręcz powiedzieć, że wskazówki dotyczące kontynuacji ukryłem już w moim debiucie – uważny czytelnik je dostrzeże. Co do terminu – celuję we wiosnę 2026 roku. Ale czy to się uda? Czas pokaże.